Kto oglądał Ring w telewizji, ten wbrew pozorom może bez obaw usiąść na jeden czy dwa wieczory do tej książki. Choć początek i koniec są zbliżone do ekranizacji, tak środek to już całkiem inna historia i inny ciąg wydarzeń (chyba, że źle zapamiętałem film…), więc można się wciągnąć. Nie straszy jak kiedyś, nie nakryjecie głowy kołdrą jak w scenie, w której „coś” wychodzi ze studni, ale dostaniecie kawałek dobrego dreszczowca. Sam z ciekawości zobaczę kolejne części od tego autora, bo okazuje się, że jest tego więcej.