Idealna rodzina. Dla wielu taka jest tylko na zdjęciach, w rzeczywistości będąc prawdziwym utrapieniem. W dniu swoich 25 urodzin Libby przekonuje się o tym dosłownie.
W jedną chwilę z samotnej, żyjącej skromnie dziewczyny zamienia się w spadkobierczynię wielkiego majątku zapisanego jej przez swoich biologicznych rodziców. W jedną chwilę jej spokojne życie zamienia się w pościg za rodzinnymi korzeniami i sekretami.
Tajemnicze, zbiorowe samobójstwo, zaginione rodzeństwo, nietypowy gość w odziedziczonym domu, odkryte skrawki mrocznej historii z przeszłości. Wszystko to przybliża ją z każdym krokiem do odkrycia własnej tożsamości i losów swojej prawdziwej rodziny.
Rodziny której szuka również Lucy, utalentowana skrzypaczka, bez dachu nad głową i z dwójką małych dzieci. W swoich poszukiwaniach posunie się do najgorszego, aby rodzina znowu była razem i wspólnie pokonała demony z przeszłości. Czekała na to wystarczająco długo, o czym przypomina jej powiadomienie w telefonie - „dziecko kończy 25 lat”.
Cała historia zapowiadała się mrocznie, odkrywanie kolejnych wątków zapowiadało się emocjonująco, jednak.. Tylko do pewnego momentu. Mniej więcej w 1/3 książki, odkrywanie historii przestało ekscytować. W dalszym ciągu była ciekawa, ale bez efektu wow i jakiejkolwiek nutki dramatyzmu czy poczucia zagrożenia.
Ot, odkrywamy zdarzenia sprzed 25 lat jednocześnie śledząc teraźniejsze losy bohaterów. Nie czuję się żadnej presji w ich działaniach, pomimo tego, że niektóre z nich prowadzą do drastycznych zdarzeń. Wszystko wydaje się wyprane z emocji.
Z drugiej strony książka miała coś co sprawiało, że chciałem ją przeczytać. Może bez większego entuzjazmu, jednak gdzieś tam z tyłu głowy pojawiały się nuty ciekawości jaki finał będzie miała ta historia. Coś jak oglądanie „Trudnych spraw”, które nie grzeszą wybitną historią i dramatyzmem, a jednak miliony ludzi śledzą losy aktorów.
Mimo wszystko warto poświęcić jej chwilę :)