To nie było zbyt dobre. Złapałem się na tym, że myślałem o tej książce jak o jakiejś nowości, a nie pozycji sprzed 46 lat… Czytając ją jak większość pozycji Mastertona w latach 90 pewnie byłbym zadowolony, ale dzisiaj to już trochę relikt przeszłości. Fabuła zapowiadała i przez dłuższy czas kształtowała się dość ciekawie, ale wątki terapii oraz późniejszych kluczowych dla fabuły momentów były mocno wytarte z emocji, podobnie jak postać doktora Rossa (choć finalnie on miał ku temu realne powody). To w połączeniu z irytującą pozą detektywa prowadzącego śledztwo oraz strasznie marnym zakończeniem sprawiło, że tej książki dzisiaj nie da się polecić. Jest wiele pozycji Mastertona, na które warto zwrócić uwagę - chociażby ostatni „Dom stu szeptów”. Na „Fobię” lepiej zrzucić zasłonę milczenia lub ewentualnie czytać ją z przeświadczeniem cofnięcia się w czasie do właściwej daty premiery z 1980 roku :)